Sama sobie dziwię się, że znajduję w sobie tyle nadziei, ale tak to już jest, że człowiek dowiaduje się o sobie znacznie więcej w chwilach cierpienia. Teraz wiem, gdzie są granice. cały wieczór zabierałam się do pisania. Ale to było takie zabieranie się jak czasem do domowych porządków. To jednak smutne, bo przecież to pisanie sprawia mi wielka przyjemność. Na przeszkodzie był ból zęba, który już dawno powinien zostać spacyfikowany przez jakiegoś dentystę, ale albo brak czasu, albo brak kasy. Dzisiejszy wieczór dowiódł, ze ani jedno ani drugie nie ma prawa stanąć mi na przeszkodzie w eksterminacji siódemki górnej, która zepsuła mi dzisiejszy wieczór . Wyjdę jeszcze ukraść gałązkę bzu do wazonu w kuchni.
Może jutro, jakoś bezboleśnie ?I tak się ciągle obawiam i zamartwiam zamiast cieszyć sie, ze otworzyły się drzwi do lata, okno do zimy zamknięte i zabite dechami, słonce ciągle jak wielka lampa na rampie nieba. Irmince wrócił kaszel wydawało się już że jest ok zobaczę co jutro powie lekarz a już się cieszyłam że choróbsko za nami ,pożegnaliśmy się dzisiaj z starą spacerówka ,która nam połamali trochę smutno bo był naprawdę fajny wózek ,minka uwielbiała w nim siedzieć musieliśmy dać go na złom. Jutro kolejny dzień w walce z rzeczywistością A o zmartwieniach pomyślę jutro .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.